Dziś bez obrazka, w zasadzie bez słów też można by, bo słów szkoda... Pierwszy raz, pierwszy raz w życiu wyszłam z koncertu, no dobra dałam szansę do 7 utworu wytrwałam (po koszmarnym supporcie!!!!) ale więcej nie. Zespół Hey, który lubię, nawet bardzo (no dobrze 2 – 3 ostatnie płyty) nie wytrzymał próby czasu ;-( Choć nie wiem czemu się czepiam, przecież zanim kupiłam bilety trzeba było przeczytać że to "reemisja" – zła reemisja. A żart Kasi, że syn wolał zostać w domu niż być z nimi dziś w Stodole ma jakiś taki wisielczy wydźwięk. Powiem tak, fryzura super, bransolety super, nawet młodzież pijąca ekskluzywne czerwone wino z gwinta (co za czasy)  super – ale "stary" Hey nie super. A może ktoś był i uważa, że się zestarzałam, że nie czuję klimatu, że wygniatam orła :-) dajcie znać
 
Top